W pogoni za idealnym ciałem

Nagonka na idealne ciała m. in. sportsmenek i trenerek  jest coraz bardziej denerwująca (piszę o kobietach, bo nie zauważyłam złowrogich wypowiedzi dotyczących mężczyzn w dobrej formie). Czyż nie jest wspaniale patrzeć na piękne ciała, czy nie są to motywujące obrazy? Wiadomo, że każda kobieta, która chciałaby wyglądać jak Anna Lewandowska, czy mężczyzna pragnący osiągnąć sylwetkę Alexa Ranghieri czy Sergea Ibaka (nie wiem o jakim ciele marzą mężczyźni 😉 ) musieliby poświęcić dużo czasu i energii, że kosztowałoby ich to wiele wyrzeczeń. Co więcej godziny ćwiczeń, restrykcyjna dieta oraz zabiegi odnowy biologicznej niekoniecznie przyniosłyby tak fenomenalne efekty. Należy pamiętać, że sportowcy pracują na swoje osiągnięcia latami. Nie trenują po to by pięknie wyglądać, lecz w celu osiągnięcia jak najlepszego wyniku sportowego, wspaniała sylwetka to często efekt uboczny. Coraz więcej osób zaczyna również uprawiać sport amatorsko. Obserwuję wiele profili moich znajomych, którzy zaczęli biegać, a z czasem podjęli trud przygotowań do maratonu czy triathlonu. Jest to dla nich ogromna praca i wielki wysiłek. Nie zawsze mają ochotę na trening i wypicie kolejnej szklanki soku z buraków, co więcej często przypłacają to kontuzjami, gdyż są one wpisane w wyczynowe uprawianie sportu. Są jednak zdeterminowani i dążą do osiągnięcia postawionego sobie celu. Niektórzy z nich zaczęli ćwiczyć, żeby schudnąć, inni, żeby coś sobie udowodnić. Nie brakuje również osób, które od lat trenują z pasji do sportu i prozdrowotnego stylu życia. Ich ciała często wyglądają równie wspaniale jak zawodowych sportowców. Należę do tej ostatniej grupy. Sport stanowi istotną część mojego życia. Nie ruszam się jednak tylko po to by mieć ładne ciało lub wystartować w zawodach. Robię to dla siebie, dla dobrego samopoczucia. Ruch dodaje mi energii oraz pozwala prawdziwie odpocząć i oczyścić umysł (więcej na ten temat przeczytasz tutaj: http://upyourlife.pl/2016/11/ruch-to-moj-zywiol). Oczywiście, jeśli przy okazji osiągnęłabym figurę Anny Lewandowskiej, czemu nie 😉 Bardzo podoba mi się jej ciało, ale wiem ile by mnie to kosztowało.

 

fot. Klaudia Karczmarek

fot. Klaudia Karczmarek

 

Mam 32 lata, moje ciało, jak wiadomo zaczęło się starzeć. Nigdy nie byłam idealna i lepiej już nie będzie. Mam 174 cm wzrostu i ważę 68 kg. Niezmiennie od 14 lat noszę rozmiar 36/38. Uprawiam sport od dziecka, moja sylwetka rozwija się harmonijnie, ale jednak mięśnie nie zawsze rosną tak, jak sobie wymarzę. Kupując spodnie slim fit często nie mogę przeciągnąć nogawki już przez łydkę, jeśli nawet ta operacja się powiedzie to okazuje się, że w udzie i tak nie wejdą, ponieważ przeważnie są one szyte na chude, nieumięśnione nogi. Co zrobić biorę zazwyczaj rozmiar większe – jeśli nogi wchodzą, jest sukces! Niestety, bywa iż w pasie są wtedy o rozmiar za duże i odstają na biodrach. Co gorsza, wiele sportowych firm także szyje spodnie na patyczkowate nóżki, na szczęście nie wszystkie. Jak chcę kupić koszulę też czasami mam problem, bo moje przedramię oraz ramię nie mają standardowej objętości. Plecy także nie są najmniejszych rozmiarów, a pod biustem obwód sięga 80 cm, chociaż wszystkie żebra mi wystają. Jestem, więc zaprzyjaźniona z dobrymi krawcowymi, które często muszą przerabiać zakupioną przeze mnie garderobę. Co zrobić, nie narzekam, nigdy nie byłam zbudowana oszczędnie jak szybowiec, a z wiekiem mięśni przybywało. Jako nastolatka lubiłam swoje ciało. Pod koniec liceum oraz na początku studiów, chociaż nie zmieniało się znacznie, coraz mniej. Zrozumiałam w końcu, dlaczego. Przez przytyki i głupie pytania koleżanek w stylu: „ Nie ćwicz tyle, twoje ręce zaczynają wyglądać strasznie”, „Jakie ćwiczenia byś mi poleciła, żeby mieć taką pupę jak ty, ale jednocześnie nie mieć takich okropnych nóg?”, „Nie powinnaś pokazywać się w sukience bez butów na obcasie, bo twoje łydki wyglądają fatalnie”. Tak, to moje ulubione, dlatego do dzisiaj je pamiętam, przy czym obecnie w ogóle się takimi uwagami nie przejmuję i oczywiście nadal uprawiam sport. Mało ideałów chodzi po tym świecie. Zresztą każdy, po mimo kulturowych uwarunkowań i narzucanych kanonów piękna, inaczej je postrzega. Dla mnie piękne ciało jest lekko wyrzeźbione i smukłe. W przypadku mężczyzn, może być bardzo umięśnione 😉 Nie podobają mi się chude, wątłe, wręcz anorektyczne ciała, bez grama mięśni. Piękne ciało to również ładna skóra, lśniące włosy oraz zadbane dłonie i stopy, ale sam wygląd to nie wszystko. Miarą jego stanu są m. in. sprawność, wydolność, wytrzymałość oraz siła. Nie jest sztuką napompować mięśnie na siłowni, lecz tak wytrenować ciało, aby pozwalało cieszyć się robieniem tego, co lubimy najbardziej przez lata. Dlatego też, nie sprowadzajmy pięknych, sportowych sylwetek tylko do kategorii wyglądu. Wysportowane ciało, to zdrowe ciało, które zapewnia lepszą jakość życia, co od lat udowadniają naukowcy. Nie rozumiem więc, dlaczego chcemy pozbawić go wartości. Jest tak samo istotne jak nasz umysł. Zresztą, już sam Platon w swoim dziele Państwo powiedział: kto ani czytać, ani pływać nie potrafi, ten urzędu państwowego nie może piastować. Nie zapominajmy, więc, o naszym ciele. Dbajmy o nie, tak jak o mózg.

 

Moje wskazówki

Jeśli chociaż jedno zdjęcie zawodowego sportowca lub amatora trenującego z pasją spowodowało, że wstaliście z kanapy i poszliście na spacer czy rower lub na zajęcia w klubie fitness to jest to ogromny sukces. Obserwacja aktywnych osób powinna być motywująca, a nie dołująca, tu nie ma czego zazdrościć, więc nie hejtujmy, lecz podziwiajmy za determinację, wytrwałość i ogromny hart ducha.

Zamiast narzekać na złe samopoczucie i sylwetkę, lepiej się po prostu ruszyć dla siebie i swojego zdrowia.

Dlaczego warto być aktywnym przeczytasz w moich wcześniejszych felietonach: Ruch w stylu slow (http://upyourlife.pl/2017/02/ruch-w-stylu-slow/) oraz Dlaczego warto wsiąść na rower (http://upyourlife.pl/2017/04/dlaczego-warto-wsiasc-na-rower/).

Co sądzisz na ten tema?

 

 

 

 

Magda Gornisiewicz

ZOSTAW KOMENTARZ

ZOBACZ RÓWNIEŻ